...BooK...
Pisz <-|-> Zobacz


Matenrou Opera
Two Princes
Let it Snow

D
Taiko no Kiba
All I want is You this Christmas
Zielone Skrzydła
Dwa żywioły
Niebieski Ptak
Prince Charming
Kawa
Day Dream
Układ
Lepiej wybierz mnie
"We felt the summer together."
Tora
The One
Francja
Sen
Caramel Drops
To do ciebie niepodobne.
Atashi?
The two of us
Nocturnal
Leukocyte
Miruku!
Sweet Vanilla
By degrees
What’s wrong with being selfish?
Day by Day
Morning Moon
Dearest you
Follow me

Dir en Grey
Jesteśmy sami...
Pluszowy Miś.
Lodowisko
Kasztany.
Kiedy miasto śpi.
Kodoku ni shisu yueni kodoku.
Syn ulicy.
Dzwoniące dzwonki.
2 hearts.
Chain.
Kochać i pragnąć.
Dziś jesteś nasz.
Słodko z gorzkim.
Za karę.
Red Motel.
...with love.
Beautiful Liar
Maska
Love is strange.
Piosenka księżycowa.
Tych kilka wspomnień.
Winogrona o samku basisty.
Równanie matematyczne.
Bo małe jest piękne.
Potwory czają się (...)
Wierzysz w miłość (...)
Bo miałem cię porwać, nie?

Inne
Opowiadanie Moja wina.
Opowiadanie 30 tablets.
The Gazette Uwaga na bonusy.
DBSK My little princess






Layout by Alienacja.



Taiko no Kiba
Tekst ten, jest najlepszym przykładem na to, że alienowi do szczęścia potrzebne są dwie rzeczy. Pierwszą są teksty innych ludzi, a drugą - Twitter Hirokiego. Ten drugi powód przyczynił się tym razem szczególnie, ale wyjątkowo lubię, jak Hiroki zachwyca się nocnym niebem ;)
Sam tekst natomiast, jest czymś, co chodziło mi po głowie już od dawna. "Vampire Saga" zdaje się być źródłem nie do wyczerpania ;3



Fik do: D

Gatunek: obyczaj z wampirem w tle.

Paring: Wilderness/Hiroki

Ograniczenia wiekowe: brak





Od kilku godzin, butelka szampana spokojnie chłodziła się w lodówce. Nie czekała na huczne świętowanie Nowego Roku w licznym gronie, a na mężczyznę, który postanowił spędzić ten szczególny moment samotnie. Już kilka dni wcześniej, zrezygnował z wszelkich, mniej bądź bardziej atrakcyjnych zaproszeń od przyjaciół. Wykręcił się w najróżniejszy sposób, mając tylko nadzieję, że to niewielkie oszustwo nie wyjdzie na jaw. Być może było to trochę egoistyczne z jego strony, ale po ostatnich tygodniach wypełnionych pracą, ostatnie czego chciał to towarzystwa w większości obcych ludzi i uczestniczenia w tak zorganizowanej zabawie. Czuł się usprawiedliwiony faktem, że nie on jeden wypiął się na balujące towarzystwo. Asagi także wyłgał się wyjazdem do Akity, a prawda była taka, że został w swoim własnym domu, mając za towarzystwo koty i dobrze mu było z tą decyzją na tyle, że w nosie miał opinie innych na ten temat. Hiroki dowiedział się o tym przypadkiem, ale w chwili obecnej, był raczej ostatnią osobą, która mogłaby wydać komukolwiek taką informację.

A plan był w sumie całkiem dobry. Kieliszek szampana, rozgwieżdżone niebo na którym po północy pojawią się kolorowe rozbłyski fajerwerków… Jedyny szkopuł pojawił się na drodze ku realizacji tego pomysłu. Hiroki… usnął. Kiedy wrócił wieczorem do własnego domu, odstawił zakupy na swoje miejsce, a potem zaległ przed telewizorem, przeskakując po kolejnych kanałach, aż wreszcie zmorzył go sen.

  

Otworzył oczy, a tuż nad sobą dostrzegł zawieszony baldachim. Zmarszczył brwi – coś było nie tak.

Przechylił nieco głowę, ale to co zobaczył, nie przypominało już w najmniejszym nawet stopniu jego własnego mieszkania. Ogromne łoże na którym leżał, miękkość narzuty i ciepło, które dawał kominek. Do tego mnóstwo świec i zapach kurzu, niczym w starej bibliotece. Mężczyzna uniósł się na rękach i rozejrzał uważnie po… komnacie. Widział coś podobnego, owszem, ale na filmach. Nigdy nie spodziewał się ujrzeć osobiście, a ta była wręcz doskonale zachowana, zupełnie jakby naprawdę cofnął się w czasie, a to pomieszczenie było jedynie częścią ogromnego zamku. Tylko, że to przecież niemożliwe…

Jego uwagę, przyciągnęło nagłe poruszenie. W jednym z rogów komnaty, gdzie nie dochodziło zbyt wiele światła, stał fotel, a na nim niewątpliwie ktoś siedział i od dłuższej chwili przypatrywał się mężczyźnie, który nadal nie miał odwagi ruszyć się z łóżka. Być może zresztą nie musiał, bo tajemnicza postać wstała nagle i zbliżyła się do niego nieco. Był to mężczyzna, wysoki i całkiem dobrze zbudowany. Hiroki dostrzegł na nim czarne spodnie i białą koszulę z mnóstwem falbanek, a na niej kamizelkę z jakiejś gładkiej, ale ciemnej tkaniny. Dopiero wtedy jego wzrok przesunął się wyżej, ale jeszcze przez kilka chwil nie był w stanie dostrzec niczego szczególnego, aż do momentu, kiedy mężczyzna stanął naprawdę blisko łóżka. Byli… identyczni.

Hiroki zachłysnął się powietrzem, kiedy zbyt gwałtownie chciał złapać oddech. Nie wierzył w to co widział, a kiedy tamten uśmiechnął się do niego, uśmiech ten był aż nadto znajomy. Jedyną, niezwykle drobną różnicę, jeśli nie zwracać uwagi na strój, stanowiły ciemne, nieco przydługie włosy, które skręcone były w idealne loki. Była to rzecz, którą perkusista stosował jedynie podczas występów, a ostatni raz był zaledwie kilka tygodni temu, kiedy…

- Wilderness.

Szept wydobył się z jego ust bez udziału woli. Po prostu nagle poczuł, jakby właściwy kawałek układanki wskoczył na swoje miejsce, a on doskonale wiedział, kogo ma przed sobą. Cóż z tego, że to powinien być jedynie wytwór jego wyobraźni, postać stworzona na potrzeby pracy, a mężczyzna, który nadal stał tak blisko zdawał się być nie mniej rzeczywisty niż on sam.

Dziwna mieszanka zaskoczenia, niedowierzania, a jednocześnie dziwnego spokoju, gdy tamten odezwał się jego głosem.

- Czekałem na ciebie. Od bardzo dawna.

Hiroki przymknął na moment powieki, ale kiedy znów je uchylił, obraz wcale się nie rozpłynął. Przeciwnie, jego towarzysz jak gdyby nigdy nic, wdrapał się na łóżko i usiadł tuż obok niego, cały czas wlepiając w niego roześmiane spojrzenie.

- Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha, a przecież mnie znasz. – odezwał się ponownie – Wiesz o mnie wszystko, zupełnie jak ja o tobie. Jestem w tobie, a może ty we mnie… Co za różnica?

- Jesteś snem. – odparł twardo perkusista i mimowolnie odsunął się kawałek, by zaraz znaleźć sobie wygodne miejsce na tym wielkim łóżku i usiąść po turecku.

- Takim samym snem jak ty sam. – Wilderness uśmiechnął się, a końce jego kłów pojawiły się zupełnie wyraźnie – To, że czegoś nie możesz wytłumaczyć, nie oznacza, że tego nie ma.

- A jest? Zaraz jak to było… Asagi jest synem króla wampirów, Ruiza, Tsune, no i oczywiście Hide-chan… Rycerze? Chcesz mi wmówić, że to wszystko istnieje naprawdę?!

- Niczego ci nie muszę wmawiać, ani przede wszystkim udowadniać. – Wilderness westchnął głęboko – Możesz uwierzyć we wszystko co widzisz, ale to także może okazać się jedynie iluzją. Kim jestem żeby zasłużyć na twoje zaufanie? Sam powiedziałeś, że jestem jedynie wytworem wyobraźni. Ja mogę ci udowodnić jak bardzo się mylisz, ale niczego nie muszę.

To sprawiło, że Hiroki wreszcie zamilknął, nie mając pomysłu na jakikolwiek sensowny argument. Poza tym, jakkolwiek niesamowite by to nie było, znajdował się w tej komnacie i to na pewno było wystarczająco prawdziwe. Pytaniem pozostało jedynie…

- Jak mogę wrócić?

Wilderness po raz pierwszy przestał się uśmiechać. Jego spojrzenie stało się jakby odrobinę intensywniejsze niż chwilę temu.

- Wrócić? Gdzie?

- Ja wiem? Mój dom, albo chociaż Kioto… Japonia?

Wybuch śmiechu sprawił, że Hiroki znów zamilkł, wpatrując się osłupiały w swojego rozmówcę.

- Nadal mi nie wierzysz, prawda? – zapytał wampir, kiedy tylko się uspokoił – Nadal traktujesz to wszystko niczym fantastyczną opowieść i właśnie dlatego dziś tu ze mną jesteś. To twoja wina, a przy okazji także ja za nią obrywam, chociaż w niczym nie zawiniłem.

- O czym ty…

- Jesteśmy jednym. Ty i ja, mój świat i twój, moje pragnienia i twoje… Czuję to co ty, reaguję w podobny sposób i wiem o tobie wszystko. A ty zepchnąłeś moją osobę w najdalszy odcinek swojej świadomości. Nie uważasz, że to niesprawiedliwe? Miałem prawo poczuć się urażony, bo przecież to ty mnie stworzyłeś, pomińmy w jakim celu, ale fakty pozostają faktami…

- Czego ode mnie chcesz? – Hiroki zaczynał czuć się coraz bardziej skołowany tą wymianą zdań, a poza tym… było mu gorąco.

Spojrzał w kierunku kominka, ale w nim ogień już niemal dogasał.

- Nie pozbędziesz się mnie, nie pozwolę na to. – Wilderness niespodziewanie zbliżył się do niego na czworakach, a jego oczy znów jakby bardziej rozbłysły – Udowodnię ci jak bardzo potrafię być prawdziwy.

- Jak? – perkusista oblizał suche usta, ale drgnął, kiedy spojrzenie wampira skupiło się na nich błyskawicznie.

- Mógłbym pożywić się twoją krwią, jeśli wierzyć w te wszystkie opowieści o wampirach, doświadczenie powinno być zdecydowanie intensywne. Istnieje tylko jeden kłopot – żaden z nas nie pożywia się w ten sposób. Wiesz o tym, prawda?

Hiroki jedynie kiwnął głową, a przez jego umysł natychmiast przepłynęły te wszystkie opowieści, które Asagi tworzył na potrzeby swoich piosenek. Znał je świetnie, wszystkie szczegóły o których wiedział tylko zespół, a wokalista dzielił się z fanami jedynie częścią tego świata. Ale nawet on nigdy nie posunął się do tak absurdalnej sytuacji!

Sapnął, kiedy silne pchnięcie sprawiło, że wylądował znów na plecach, a nad sobą zobaczył nie baldachim, a uśmiechniętego wampira, który jak gdyby nigdy nic przesunął dłoń po jego klatce piersiowej.

- Żyjemy dzięki przyjaźni, która nas łączy, a więź ta wzmacnia się z każdym dniem coraz bardziej. Zbliżamy się do siebie, rozumiemy coraz lepiej i… kochamy.

Słysząc ostatnie słowa, Hiroki chciał się poderwać z posłania, ale silna dłoń zatrzymała go w miejscu. Nie miał szans wygrać… sam ze sobą.

- Mądra decyzja. – Wilderness przesunął dłoń na jego brzuch, a końce palców zahaczyły o materiał koszulki, którą perkusista miał na sobie.

- To obrzydliwe, zostaw mnie, nie chcę! – wyrzucił na jednym oddechu, a dłoń wampira faktycznie znieruchomiała.

- Chcesz tu pozostać na zawsze? – intensywne spojrzenie znów spotkało się z tym drugim – Będziesz więźniem tej komnaty, naprawdę tego sobie życzysz?

- Nieprawda! – Hiroki znów spróbował wstać i znów nic z tego nie wyszło – Zostaw, to tylko sen! Zwykły sen i na pewno się z niego wybudzę, kiedy…

Urwał, gdy dłoń z jego brzucha, błyskawicznie przesunęła się na jego krocze, co wywołało głośny jęk. Nie zdążył go opanować.

- Sen, tak? – w głosie Wilderness’a pojawiła się jakaś mroczniejsza i głębsza nuta, kiedy cały czas nie zabierał dłoni, poruszając nią jedynie – Zamknij więc oczy i uznaj, że to wyjątkowo intensywny i… dobry sen. O to ostatnie szczególnie się postaram, możesz być pewny.

Hiroki chciał coś odpowiedzieć, ale nie dano mu szansy. Patrzył się przed siebie szeroko otwartymi oczami, kiedy wilgotne, miękkie i… ciepłe usta znalazły się na jego własnych. Połączenie tak niesamowite, jak pocałunek, który dostał. Jeszcze przez ułamek sekundy walczył ze sobą, ale wreszcie poddał się, zbyt oszołomiony natłokiem odczuć. Ciężkie powieki opadły same, jego ramiona bezwiednie oplotły ciało, które miał nad sobą, setną częścią świadomości odkrył jak miękka jest ta biała koszula, a potem… cichy pomruk wampira, świadczący o przyjemności, kiedy dostał odpowiedź na swój pocałunek. Z każdą chwilą coraz bardziej śmiały.

Tego, co działo się później nie zapamiętał już aż tak jasno i czytelnie. Pozwolił pozbawić się ubrań, które miał na sobie, samemu nie pozostając dłużnym. A potem odkrył, że to wszystko faktycznie nie było wcale takie złe, a Wilderness zdawał się doskonale wiedzieć co robić, zupełnie jakby w rzeczywistości byli jednym organizmem… Przynajmniej do momentu, kiedy doszedł, nie będąc w stanie dłużej utrzymać otwartych oczu.

  

Świat przestał wreszcie wirować, a pierwszą rzeczą, jaką zarejestrował po otworzeniu oczu był… jego własny telewizor.

Przez sekundę gapił się bezmyślnie na postać jakiejś wokalistki, która dawała właśnie występ przed kamerami, a później odwrócił nagle wzrok od ekranu i rozejrzał się średnio przytomnie po własnym pokoju. Był u siebie, a wspomnienie pogrążonej w półmroku komnaty, powoli rozpływało się w jego umyśle.

- Sen. – szepnął sam do siebie.

Jego wzrok zatrzymał się wreszcie na tarczy zegara, ale do północy pozostało nadal niemal pół godziny. Sięgnął po pilot i wyłączył telewizor, a w pomieszczeniu zaległa idealna cisza. Opadł znów na plecy i przymknął powieki, starając się jeszcze raz wrócić myślami do tego, co działo się w jego śnie, ale powoli niektóre szczegóły stawały się niejasne, no może poza wspomnieniem tego spojrzenia, które wwierciło się w niego, najwyraźniej na stałe. Mimo wszystko, jakaś część jego osoby nie chciała zapomnieć i zbagatelizować całej sprawy.

- Ja i ty, to jedno. Nie mniej prawdziwy od ciebie. – znów szepnął, zupełnie nad tym nie panując.

I nagle coś przyszło mu do głowy. Poderwał się z kanapy na której do tej pory leżał i odszukał wzorkiem swój telefon, nadal spokojnie leżący na szafce i podłączony do ładowarki. Nieco nieuważnie wybrał numer i przyłożył słuchawkę do ucha. Jeden sygnał, drugi…

- Dobry wieczór, Hiroki-kun, stało się coś? – znajomy głos wokalisty sprawił, że młodszy mężczyzna natychmiast się uśmiechnął.

- Nie, ale muszę o coś zapytać. – Hiroki zamilknął na chwilę, nim odezwał się ponownie – Pamiętasz jak niedawno zastanawiałeś się nad tym, co za jakiś czas stanie się z synem króla i czterema rycerzami?

Cisza po drugiej stronie linii trwała tylko moment, Asagi najwyraźniej szybko również przestawił się na wiadomy motyw i własną opowieść.

- Myślę, że znam to zakończenie. – dodał perkusista, nim starszy mężczyzna miał w ogóle szansę coś odpowiedzieć.

- Naprawdę? – mógł się założyć, ze wokalista uśmiechał się w tej chwili – To jesteś w takim razie lepszy nawet ode mnie. Skąd je znasz?

- Nie ja, ale Wilderness. – odparł perkusista, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie – Wreszcie... doszliśmy do porozumienia.

- Rozumiem, a podzielisz się w takim razie tym rozwiązaniem ze mną?

Hiroki zawahał się na moment, ale wreszcie pokręcił przecząco głową, zapominając najwyraźniej, że Asagi nie może tego zobaczyć.

- Nie, ale nie martw się, pewnego dnia sam to odkryjesz. Być może szybciej niż myślisz, że to możliwe…

- Niewątpliwie masz rację. – zgodził się z nim starszy mężczyzna, ale zaraz roześmiał się cicho – Także wykręciłeś się od balowania tej nocy, mam rację?

- Zgadza się, ale w tej chwili zupełnie nie żałuję. Spokojnej nocy, Asagi-kun.

Rozłączył się i odłożył telefon na miejsce. Kilka chwil później, wrócił z kuchni do której poszedł po schłodzonego idealnie szampana, ale także po dwa kryształowe kieliszki. Kiedy na zegarze wybiła północ, wystrzelił korek i rozlał zimny płyn.

- Oby ten rok był dla nas lepszy. – stwierdził, unosząc jeden z kieliszków w toaście, a później wychylając go do dna.

Drugi zabrał ze sobą, kiedy pojawiły się pierwsze błyski kolorowych świateł na nocnym niebie, a on stał na własnym balkonie, ubrany w kurtkę i popijał powoli szampana, zapatrzony w ten jedyny w swoim rodzaju spektakl.

- Nigdy się nie skończy…

Uśmiechnął się i dopiero wtedy postanowił wrócić do środka.



alien-ff 2012-01-01 23:20:37
skomentuj (0)